| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
statystyka Artykuły Najlepsze Blogi

historia i archeologia

piątek, 28 kwietnia 2017

"Sa die de sa Sardigna" czyli Dzień Sardynii obchodzony na wyspie 28 kwietnia jest sardyńskim świętem narodowym. Niekiedy bywa określany mianem: "Dzień ludu sardyńskiego" (Giornata del popolo sardo).

                                         Risultati immagini per sa die de sa sardigna                                         

Najbardziej ze święta cieszy się oczywiście szkolna młodzież, bo w odróżnieniu od swoich rówieśników "na kontynencie" (czyli na włoskim bucie) tego dnia mają wolne. Nie wszyscy z nich wiedzą co tak właściwie się świętuje, ważne, że nie ma szkoły! A świętuje się, wspomina pospolite ruszenie z roku 1794 przeciwko władzy piemonckiej, która kategorycznie odmówiła reform: przyznania Sardyńczykom niektórych stanowisk publicznych, utworzenia ministerstwa do spraw Sardynii w Turynie oraz Rady Stanu w Cagliari. W odpowiedzi rozwścieczeni Sardyńczycy zmusili do ucieczki namiestnika królewskiego razem ze świtą jego współpracowników. Rozczarowanie wyspiarzy było tym większe, iż rok wcześniej z oddaniem i skutecznie bronili wyspy, a więc posiadłości piemonckiej, przed najazdem - czy raczej nadpływem!- rewolucyjnej floty francuskiej. Niestety Sardynia przy tej okazji niepodległości nie uzyskała.

Giorgio Asproni.jpg               

Tegoroczne obchody poświęcone są Giorgio Asproniemu (na zdjęciu powyżej), niezłomnemu orędownikowi sardyńskiej niepodległości, który co prawda w buncie udziału nie brał - urodził się 14 lat później - ale uważany jest za jednego z najważniejszych sardyńskich polityków. Początkowo nic nie wskazywało na to, że wmiesza się w politykę, bowiem po ukończeniu sttudiów prawniczych z woli swego wuja został kanonikiem. Być może wuj nalegał na stan duchowny ze względu na nieposkromiony charakter bratanka, któremu jednakże niespokojny duch nie pozwalał na kontemplację w zakrystii. Asproni był głęboko przekonanym demokratą i republikaninem. Uznawszy, iz jedyną drogą do przeforsowania swoich rachi będzie czynny udział w polityce wystartował do pierwszej legislacji nowo utworzonego parlamentu włoskiego. Odrzucono jego kandydaturę ze względu na ów duchowny stan. Zrzuca więc bez wahania tunikę księżowską. Rozpoczyna aktywne zycie polityczne. Bierze udział w słynnym "Marszu Tysiąca" Garibaldiego, zakłada gazetę "Lo Stendardo Italiano". Pisze dla największych dzienników epoki. Nim odchodzi na zawsze, w roku 1876 raprezentuje Sardynię w dziewięciu legislaturach parlamentu włoskiego. 

czwartek, 19 marca 2015

Pereł na Sardyni nie brakuje. Różnego rodzaju: naturalistycznych (patrz np. Cala Goloritze', Cala Mariolu, archipelag La Maddalena i in.), archeologicznych (nuragi, święte studnie), kulinarnych (pecorino, bottarga, seadas etc.), intelektualnych (Grazia Deledda, Antonio Gramsci) oraz architektonicznych, takich jak na przykład Castelsardo.

wzgórze castelsardo

Kiedy ta perełka średniowiecznej architektury powstała nie wiadomo. Oficjalnie za datę założenia bierze się rok 1102, ten sam, w którym rzekomo założono Alghero. W obu przypadkach raczej bezpodstawnie. Ot, tradycja. 

Wiadomo natomiast, że zakładanie nowych osad oraz budowanie zamków i klasztorów (w tym kościołów - np. piękna Saccargia) na bezludnych dotąd i niegościnnych ziemiach zaczęło się na Sardynii po roku 1015, roku klęski floty Mujahid'a, którą pokonały połączone siły flot sardyńskiej, pizańskiej i genueńskiej. Wszystko z błogosławieństwem samego papieża. (Kamień mu z serca spadł, gdy doszła go wieść o zwycięstwie chrześcijan nad islamskim diabłem. Tę wyprawę niektórzy historycy uważają za wstęp do późniejszych krucjat.)

widok na wejscie od portu

Do roku 1015 Pizańczycy i Genueńczycy nie mieli żadnych podstaw, by żądać czegokolwiek od niezawisłych czterech sardyńskich królów (giudici) czterech sardyńskich królestw i ograniczali się do normalnych kontaktów kupieckich. Wynik bitew z Muzułmanami dał doskonałą okazję do tego, by obu republikom sardyńscy królowie się odwdzięczyli. Wdzięczność najczęściej przybierala formę ziemi. Ale, żeby czasami nie pozbywać się urodzajnych i zagospodarowanych terenów, wychwalajc pod niebiosa uroki skalnych urwisk i błotnych moczarów, właśnie takie sardyńscy królowie darowali swoim sojusznikom. Ci kręcąc nosem (dla przyzwoitości) w końcu łaskawie przyjmowali dar i brali się za jak najszybsze budowanie zamków i twierdz. Nie mogli wszak przegapić takiej okazji! Wcisnąwszy stopę między przysłowiowe drzwi i framugę już nigdy mieli jej nie wyciągnąć. Więcej: drzwi rozchyliły się w końcu tak bardzo, że cztery królestwa sardyńskie zniknęły z mapy, a ich miejsce zajęły księstwa, ksiąstewka i posiadłości rodzin z Genui oraz Pizy. A całkiem niedługo potem (na papierze - 1297, faktycznie i całościowo ok. poł. XV w) Sardynia przeszła w ręce królestwa Aragonii. No ale to już całkiem inna historia. 

katedra

Miejsce, na którym dziś wznosi się Castelsardo dostało się wpływowej rodzinie Doria z Genui.  Początkowo fortecę nazwano Castel Genovese (Zamek Genueński ). Okazała się twierdzą nie do zdobycia od samych początków swego istnienia. Okazała się też  jedną z najważniejszych twierdz sardyńskich. Na pocz. XIV w. Mariano, giudice królestwa Arborea ostrzegał króla aragońskiego, że nigdy nie będzie mógł zawładnąć Sardynią, jeśli wcześniej nie zdobędzie Castel Genovese, który pozostał w posiadaniu rodziny Doria aż do roku 1448, kiedy to wreszcie Aragończykom udało się go zdobyć (bardziej dyplomacją, niż w walce). Zmiana panującego pociągnęła za sobą zmianę nazwy na Castel Aragonese. Jeszcze w tym samym roku twierdza otrzymała zaszczytny tytuł "miasta królewskiego", z czym wiązały sie różnorakie przywileje. Doria nie mogli jednak przełknąć straty i w 1527 podpłynęli pod mury Castel Aragonese pod dowództwem admirała Anrdea Doria. (od strony lądu wspierały go siły francuskie). Po trzech dniach zażartych ataków niewile brakowało, by twierdza padła. Uratowała ja nagła burza, która zmusiła Andreę Doria do ucieczki. Jeszcze tego samego roku twierdza przetrwała inny atak: tym razem ze strony Turków. Do wieku XVIII miasto-twierdza dzieliło losy reszty wyspy, co oznaczało przede wszystkim kołowrót epidemii i głodu oraz stopniowe tracenie na znaczeniu. W roku 1720 Castel Aragonese przeszedł w ręce rodu Savoia, którego głowa, król Emanuel III dekretem zmienił jego nazwę na Castelsardo. 

dziedziniec zamku

Dziś Castelsardo żyje z turystyki, rolnictwa i rybołóstwa. W wąskich uliczki, biegnących równolegle do linii wybrzeża napotkamy liczne bary, restauracje, sklepiki. Kobiety na progach domów od wieków plotą kolorowe koszyki. Niegdyś służyły do przechowywania żywności, dziś służą do łatania dziur w domowym budżecie. Nie są tanie. Ale za to piękne. 

street

Potwierdzeniem wyjątkowego uroku miasteczka może być fakt, iż dostało się do finału konkursu na najpiękniejsze miasteczko Włoch. Konkurs, organizowany przez popularny włoski program telewizyjny poświęcony podróżom przyciąga przed ekrany telewizorów wielomilionową publiczność. 

Na zamku w Castelsardo znajduje się Muzeum Koszykarstwa, wstęp 2 euro. Wstęp do katedry Św. Antoniego (San Antonio Abate) jest darmowy, zejście do krypt kosztuje 4 euro (z przewodnikiem). Największym skarbem katedry są retable anonimowego malarza z XV wieku (być może pochodzenia aragońskiego) nazwanego Maestro di Castelsardo - na ołtarzu głównym można podziwiać scenę "Madonna na tronie", w kryptach trzy inne. 

 na zamku:

na placu zamkowym

środa, 20 marca 2013

Nie wierzę, by ktokolwiek przyjeżdżający na Sardynię odważył się nie spróbować sardyńskiego wina. A jeśli miałby się porwać na taki haniebny czyn, niechaj pamięta, iż tym, czym gardzi jest nie wino, a nawet dobre wino, ani bardzo dobre wino, nie jest nim nawet wyśmienite wino - jest nim wino wyjątkowe, bowiem prawdopodobnie z najstarszym rodowodem na świecie.

Jeszcze kilka lat temu uważano, iż pierwsze szczepy winorośli zostały przywiezione na Sardynię przez Fenicjan, którzy imigrowali na wyspę z terenów dzisiejszego Libanu ok. IX w.p.n.e. To przekonanie zostało storpedowane przez odnalezienie na terenie Sardynii nasion winorośli, które zostały datowane na 1200 p.n.e. Oczywiście sama obecność nasion nie dowodzi produkcji wina; w rzeczy samej: przy nasionach znaleziono kamienne pojemniki ze śladami tego napoju bogów.* Zarówno nasiona jak i same resztki wina odnoszą się do szczepu Cannonau. Zdecydowana większość enologów wywodziła sardyńskie Cannonau od hiszpańskiego Cannonazo** z Sywilli (miało być przywiezione na Sardynię w średniowieczu), lecz ostatnie (2010) badania wykonane w Madrycie dowiodły, że hiszpańskie i sardyńskie Cannonau to dwa różne szczepy.

 cannonau

Znalezione ziarna były w nie najlepszym stanie. By je zanalizować naukowcy stworzyli "platformę biomolekularną" - zespół połączonych ze sobą maszyn ekstrapolujących oraz analizujących DNA. Uzyskany w ten sposób genom winorośli można było porównać z posiadanymi już (choć szczątkowymi) danymi innych "prehistorycznych" szczepów. Sardyńskie ziarna należą do szczepu pośredniego między winoroślą dziką i uprawiana (dzisiejszą). Dzika winorośl jest na Sardynii bardzo rozpowszechniona. Jest też bez wątpienia bardzo stara - znaleziono rośliny, których łodyga ma 60cm obwodu i których odrośle pokrywają kilkaset metrów kwadratowych terenu.

dolina Tirso

Najświeższe znalezisko starożytnych nasion pochodzi z okolic osady nuorskiej Sa Osa (między Oristano i Torregrande). Przy starannie przechowywanych nasionach winorośli leżały też nasiona drzewa figowego. To współistnienie obu rodzajów nasion pozwala przypuszczać, że już w epoce cywilizacji nuorskiej Sardyńczycy używali, popularnej na wyspie jeszcze kilkanaście lat temu, sztuczki mającej na celu zwiększenie zawartości alkoholu w winie: do moszczu dodawano suszone figi.  

A o tym, które Cannonau jest najlepsze było tutaj. No to cin cin! :)

* znalezisko w Villanovafranca

** Cannonazo z Sywilli tak naprawdę nigdy nie istniało, nazwa jest (powielanym i nigdy nie poprawionym) błędem drukarskim w tekście hrabiego Rovasenda.

źródło: http://sardegna.blogosfere.it, http://pierluigimontalbano.blogspot.it, http://www.ilgustoitaliano.it

zdjęcia:                                                                                                                                     http://pierluigimontalbano.blogspot.it, http://sardegna.blogosfere.it, www.settantadueore.it

poniedziałek, 30 lipca 2012
czwartek, 07 czerwca 2012

... Castelsardo wyglądało tak:

Castelsardo

zdjęcie: http://www.notizie.it

 

 

wtorek, 29 maja 2012

Trójka zapalonych Sardyńczyków, Franco Frau, Giuseppe Lorai i Antonio Piredda, zrekonstruowała niegdysiejsze statki sardyńskie, którymi przed trzema tysiącami lat Sherdana przemieszczali się po Morzu Śródziemnym.

Oto efekt:

antyczne statki sardyńskie

piątek, 25 maja 2012

5 stycznia 1354 roku w zakrystii kościoła Santa Maria del Mar w Barcelonie zawisł królewski sztandar - znak, iż Królestwo Aragońskie przystąpiło do wojny: Sancte Marie de Mari Berchinone pro eundo Sardiniam cum histolio regio. Od tego momentu zaczęły się przygotowania do tego, co w zamysłach króla Piotra IV Aragońskiego miało być ostatecznym załatwieniem "sprawy sardyńskiej".

porto conte

W ciągu sześciu miesięcy za sumę 100.000 barcelońskich lirów przygotowano 45 galer, 60 innych statków różnej wielkości i przeznaczenia, maszyny oblężnicze, kule, namioty, 30.000 kwintali sucharów. Na wezwanie króla stawiła się w komplecie aragońska szlachta. Wraz z nią 1000 koni do jazdy ciężkiej i 500 do jazdy lekkiej. Taki wydatek w owych czasach mógł wpędzić w kryzys państwo znacznie bogatsze od Unii Iberyjskiej. Powód musiał być więc ważny. Bardzo ważny. Choć trudno o dokumenty potwierdzające taką tezę, to prawdopodobnie Piotr IV "Ceremonialny" miał zamiar odzyskać nie tylko Alghero, które było mniej ważnym portem od Torres (dziś Porto Torres) - już w rękach aragońskich, ale i zdobyć coś więcej - całe Królestwo Arborea, posiadłości rodu Doria lub Korsykę.

galea

Król Aragoński miał wszelkie powody ku temu, by żądać zemsty na nieposłusznych mieszkańcach Alghero - miasto było jego już w roku 1350-tym na skutek kupna (tylko na papierze) i ponownie w 1353 na skutek wygranej bitwy morskiej. Doszło do niej w zatoce Porto Conte, w zapierającej dech w piersiach scenerii: turkusowe głębiny otoczone białymi ścianami wapiennych ścian, w górze w cichym ciężkim locie sępy, w dole baraszkujące pośród fal delfiny. Flota Aragońska pod dowództwem Bernardo II de Cabrera wspomagana flotą wenecką, wiatrem i łutem szczęścia przeważyła nad flotą genueńską - w jednym ze swych listów zdziwienie tym faktem wyraził Petrarka. Alghero, daremnie czekając na pomoc po trzech dniach otworzyło bramy najeźdźcom.

Bernardo de Cabrera odwołany po około miesiącu do Cagliari zostawił w zdobytym mieście na straży królewską gwardię. Nie spodziewał się, że ledwie żagle jego floty znikną za horyzontem mieszkańcy Alghero po raz kolejny zbuntują się przeciwko Iberyjczykom i, zabijając wielu, resztę przegonią. De Cabrera choć pałał zemstą mógł tylko półprzytomnie majaczyć - niepokonanego dowódcę floty królewskiej pokonała malaria.

porto conte

To właśnie ten ostatni bunt mieszkańców Alghero przechylił szalę rozwścieczając króla Aragony. 22-go czerwca 1354 roku, w niedzielę wraz z całą swoją flotą - na jednym ze statków jego świeżutka małżonka - stawił się osobiście u wrót Alghero, dokładnie w miejscu, w którym rozegrała się poprzednia bitwa. Algherczycy uprzedzeni przez szpiegów otruli w okolicach miasta wszystkie studnie, rzeki i zbiorniki wodne, na polach rozrzucili zabójcze "lavors d.espinachs" - niewielkie kule z brązu lub miedzi nadziane kolcami - służyły do okaleczania kopyt końskich. Na nic zdały się jednak te środki - Aragończycy przystąpili do oblężenia. Pierwsza bitwa, w dzień św. Jana, nie przyniosła rozwiązania. Ani kolejne. Jedynym wyjściem było kontynuowanie oblężenia w nadziei, że wykończeni Algherczycy skapitulują. Oblężenie nie należało do łatwych. Zwłaszcza podczas miesięcy letnich - brak wody i plaga komarów roznoszących malarię dawały się we znaki. Tego lata wielu z dworzan królewskich przypłaciło życiem "banalne" ukąszenie (młoda żona uniknęła okrutnego losu).

Dopiero 13-ty listopada przyniósł ulgę - podpisany zaostał "pokój algherski", w obliczu poniesionych wydatków i strat ludzkich, oględnie mówiąc niezbyt korzystny dla Piotra IV-go. W zamian za wiele innych ziem otrzymał Alghero i, nauczony błędami, natychmiast przepędził jego mieszkańców. Na ich miejsce przywędrowali zachęceni ulgami podatkowymi i amnestią rdzenni Aragończycy. Zaczęła się nowa karta w historii miasta - jego życie w drugim wcieleniu, już nie sardyńskim, a katalańskim.

źródło: Francesco Cesare Casula "Eleonora. Regina del Regno di Arborea"

zdjęcia: www.sardiniabeaches.com,  www.lifeandtravel.com, Wikipedia

środa, 09 maja 2012

Zapraszam do obejrzenia zbioru ponad stu interesujących i pięknych zdjęć z sardyńskiej przeszłości.

Tagi: sztuka
21:59, polonia-sardynia , historia i archeologia
Link Komentarze (1) »
środa, 02 maja 2012

Osobom znajacym jezyk wloski polecam artykul na temat wyzywienia w czasach cywilizacji nuorskiej (jak to zostalo nieszczesliwie na polski przetlumaczone). Osobom nie znajacym wloskiego obiecuje juz wkrotce streszczenie.

ps. przepraszam za brak polskich znakow, nie znosze tego...

 

poniedziałek, 20 lutego 2012

"I nagle brakuje ci ojca, który był codziennością pewną jak wschodzące słońce lub przypływy i odpływy. Dla nas, Sardyńczyków, on był tym właśnie: ojcem naszej kultury, a więc naszym ojcem."

Marcello Fois

Wczoraj rano - 19 02 2012 - zmarł ojciec sardyńskiej archeologii - Giovanni Lilliu. Miał 97 lat. To jemu zawdzięcza się odkrycie, a raczej wydobycie spod ziemi, największego nuorskiego "zamczyska" - królewskiego Barumini, znanego również jako Su Nuraxi (czytaj: su nurażi) Nuraghe Barumini (w roku 2000 wciągniety na listę światowego dziedzictwa UNESCO) znajduje się na granicy Sarcidano i Marmilla, ok. 50 km na północ od Cagliari, na zachód od miejscowości Barumini, gdzie 13-go marca 1914 roku przyszedł na świat Lilliu. Od kiedy był dzieckiem bawił się na wzgórzu, w brzuszysku którego legendy ukryły niespotykanych rozmiarów nuraghe. Przepastna studnia, zaglądali do niej z kolegami, lecz nikt nie odważył się w nią zapuścić, rozgrzewała wyobraźnię. Gdy tylko pojawiła się okazja zorganizował prace wykopaliskowe (1949-1955). Ich efektem jest zapierająca dech w piersiach struktura. (Zasługuje na osobny artykuł - obiecuję, że napiszę wkrótce!)

foto - Francesco Ghiani

Giovanni Lilliu był nie tylko wielkim archeologiem, ale i niestrudzonym bojownikiem o przyszłość jego ukochanej wyspy. Zdecydowany no-global nie zawahał się zaproponować ustawienia nuorskich wojowników na straży sardyńskiego wybrzeża, by zapobiec jego, coraz powszechniejszej, masakrze w imię interesów deweloperskich. Był sympatykiem partii demo-chrześcijańskiej. Zwykł mawiać: "Jestem przeciwko tayloryzmowi i konsumizmowi." Bronił godności młodych archelogów, którzy często byli zatrudniani w czasie wykopalisk za pensję robotnika, bowiem "naddatek" lądował u dyrektora.

To on zaproponował, obecnie często dyskutowaną i podważaną teorię "nieustannego odporu", do której doszedł analizując epoki nuorską, fenicką i rzymską. Według tej teorii po klęsce armii nuorskiej z rąk Kartagińczyków w VI w.p.n.e. wokół nieugiętych jednostek w górach Barbadżii zaczęły się formować jądra nowej kultury, której przedstawiciele skutecznie odpierali kolejne fale kolonizatorów zachowując aż do naszych czasów niezmieniony styl życia i nieskazitelną archaiczną kulturę.

W 2007 roku Giovanni Lilliu otrzymał z rąk prezydenta Regione Sardegna tytuł Sardus Pater zarezerwowany dla tych, Sardyńczyków lub obcokrajowaców, którzy w szczególny sposób przyczynili się do rozsławienia Sardynii w świecie.

 
1 , 2