| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
statystyka Artykuły Najlepsze Blogi
niedziela, 05 kwietnia 2015

Wszystkim czytelnikom sardyńskiego bloga składam życzenia radosnych i spokojnych Świąt Wielkanocnych oraz... szybkiego przyjazdu na Sardynię!

procesja palmowa

tradycyjny sardyński chleb wielkanocny

pierwsze zdjęcie stąd, drugie zdjęcie: Andrea Concas, zrobione w muzeum Pane Rituale w Borore

11:41, polonia-sardynia , inne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 kwietnia 2015

Wielki Tydzień po sardyńsku to Chida Santa. Jego obchody zaczynają się w Niedzielę Palmową. Procesje z palmami (sas Prammas), znane również u nas, nie wyróżniają się niczym niezwykłym. Do powszechnej tradycji należy też przyozdabianie grobu Jezusa (sos Sepurcros) w świątyniach czy poranna procesja wielkanocna (s'Incontru). O wiele ciekawsze, różne dla różnych miejscowości i często wręcz teatralne, są procesja Misteri - procesja z użyciem symbolicznych emblematów pasji Chrystusa - raprezentacje drogi krzyżowej, śmierci czy zdjęcia z krzyża. O ich charakterze decydują poszczególne confraternita czyli bractwa.

lunissanti

Najbardziej widowiskowe (i najbardziej rozreklamowane) uroczystości odbywają się w Cagliari, Alghero, Iglesias i Castelsardo.

lunissanti

Nam udało się wreszcie po kilku latach nieobecności pojechać na obchody Lunissanti (Wielkiego Poniedziałku) do Castelsardo. To święto naprawdę wyjątkowe. Zaczyna się rankiem w kaplicy kościoła Santa Maria w Castelsardo, gdzie celebruje się uroczystą mszę, której uczestnikami są głównie członkowie bractwa Św. Krzyża, spadkobiercy wielowiekowej tradycji kultywowanej przez Benedyktynów z Tergu, niewielkiej miejscowości leżącej niecałe dziesięć kilometrów od nadmorskiej fortecy. 

kościół w tergu

Po mszy z kościoła Santa Maria wychodzi procesja, w której poza wiernymi (tylko świeccy!), uczestniczą ubrani w białe tuniki bractwa, jej najważniejsi protagoniści: gli apostuli oraz li cantori. Pierwsi niosą emblematy męki Chrystusa, drudzy, podzieleni na trzy czterogłosowe/czteroosobowe chóry, towarzyszą im śpiewem. Ich celem jest kościół Nostra Signora di Tergu (Naszej Pani z Tergu). Niegdyś należał do klasztoru Benedyktynów, którzy kierowali życiem religijnym, socjalnym i kulturalnym ludności zamieszkującej te tereny. Pochodzący z XI w. kościół zachował się prawie niezmieniony; zbudowny z czerwonego trachitu z wapiennymi ozdobami jest  wspaniałym przykładem tak popularnej na Sardynii architektury romańskiej (powyżej). 

lnissanti

Procesja jest powolna, trwa kilka godzin. Każdy śpiew jednego z trzech chórów (lu Miserere, lu Stabat, lu Jesu) jest okazją do zatrzymania się. Po dotarciu do Tergu, emblematy męki pańskiej  umieszcza się przed głównym ołtarzem w kolejności ich przybycia, chóry śpiewają, a wierni przyjmują sakramenty. Ok. 13 wszyscy wychodzą na teren przykościelny, gdzie wspólnie zjadają piknik. To moment nie tylko relaksu i zaspokojenia głodu, lecz przede wszystkim celebracja nadchodzącej wiosny. W ten przedziwny sposób ryty chrześcijańskie łączą się z pogańskimi; wywyższanie męki i cierpienia, ofiary z własnego życia współistnieje bez żadnego zgrzytu z owego życia celebrowaniem, z zabawą i radością płynącą z "przyziemnych" przyjemności: jedzenia, picia wina, wspólnego przebywania. 

lunissanti

Po południu procesja w taki sam sposób wraca do Castelsardo. Nim dotrze do kościoła Santa Maria,  o zmroku, przemierza wąskie uliczki wiszącego na urwistej skale miasteczka. Światła zostają zgaszone. Ciemności rozświetlają tylko wątłe płomyki świec i niesione przez uczestników procesji lampiony. Wąż procesji przemyka między rzędami wiernych, gapiów i turystów. Co kilka minut przystanek na archaiczny, niezwykły śpiew przekazywany ustnie z pokolenia na pokolenie.

Gdyby nie flasze aparatów fotograficznych i ekrany smartfonów można by pomyśleć, że się trafiło do średniowiecza... 

lunissanti

17:26, polonia-sardynia , tradycja
Link Komentarze (1) »
piątek, 27 marca 2015

Pani Magda z italiapozaszlakiem przygotowała bardzo przydatny wpis: Tanie loty do Włoch. Załączam linkę. Widać, że nasiedziała się dziewczyna, wszystko skrupulatnie opracowane, więc warto skorzystać i odwiedzić słoneczną Italię!

23:43, polonia-sardynia
Link Dodaj komentarz »

Strona fly4free proponuje tanie rozwiązanie na tygodniowy pobyt na Sardynii w maju. Loty łączone z Warszawy do Bergamo i Alghero, a powrót przez Charleroi (Bruksela). W cenie - 595 zł/os. przy 4 osobach - niewielki apartament z basenem kilka kilometrów od Alghero. No, tak szczerze, to z tego baseny chyba tylko odważni będa mogli skorzystać, bo jednak w maju to jeszcze na Sardynii zimnawo (to znaczy ciepławo, może być nawet gorąco, ale woda nie zdąży się nagrzać). Do ceny oczywiście trzeba doliczyć wyżywienie oraz auto; 10 km do najbliższego środka transportu to troszkę daleko...

czwartek, 19 marca 2015

Pereł na Sardyni nie brakuje. Różnego rodzaju: naturalistycznych (patrz np. Cala Goloritze', Cala Mariolu, archipelag La Maddalena i in.), archeologicznych (nuragi, święte studnie), kulinarnych (pecorino, bottarga, seadas etc.), intelektualnych (Grazia Deledda, Antonio Gramsci) oraz architektonicznych, takich jak na przykład Castelsardo.

wzgórze castelsardo

Kiedy ta perełka średniowiecznej architektury powstała nie wiadomo. Oficjalnie za datę założenia bierze się rok 1102, ten sam, w którym rzekomo założono Alghero. W obu przypadkach raczej bezpodstawnie. Ot, tradycja. 

Wiadomo natomiast, że zakładanie nowych osad oraz budowanie zamków i klasztorów (w tym kościołów - np. piękna Saccargia) na bezludnych dotąd i niegościnnych ziemiach zaczęło się na Sardynii po roku 1015, roku klęski floty Mujahid'a, którą pokonały połączone siły flot sardyńskiej, pizańskiej i genueńskiej. Wszystko z błogosławieństwem samego papieża. (Kamień mu z serca spadł, gdy doszła go wieść o zwycięstwie chrześcijan nad islamskim diabłem. Tę wyprawę niektórzy historycy uważają za wstęp do późniejszych krucjat.)

widok na wejscie od portu

Do roku 1015 Pizańczycy i Genueńczycy nie mieli żadnych podstaw, by żądać czegokolwiek od niezawisłych czterech sardyńskich królów (giudici) czterech sardyńskich królestw i ograniczali się do normalnych kontaktów kupieckich. Wynik bitew z Muzułmanami dał doskonałą okazję do tego, by obu republikom sardyńscy królowie się odwdzięczyli. Wdzięczność najczęściej przybierala formę ziemi. Ale, żeby czasami nie pozbywać się urodzajnych i zagospodarowanych terenów, wychwalajc pod niebiosa uroki skalnych urwisk i błotnych moczarów, właśnie takie sardyńscy królowie darowali swoim sojusznikom. Ci kręcąc nosem (dla przyzwoitości) w końcu łaskawie przyjmowali dar i brali się za jak najszybsze budowanie zamków i twierdz. Nie mogli wszak przegapić takiej okazji! Wcisnąwszy stopę między przysłowiowe drzwi i framugę już nigdy mieli jej nie wyciągnąć. Więcej: drzwi rozchyliły się w końcu tak bardzo, że cztery królestwa sardyńskie zniknęły z mapy, a ich miejsce zajęły księstwa, ksiąstewka i posiadłości rodzin z Genui oraz Pizy. A całkiem niedługo potem (na papierze - 1297, faktycznie i całościowo ok. poł. XV w) Sardynia przeszła w ręce królestwa Aragonii. No ale to już całkiem inna historia. 

katedra

Miejsce, na którym dziś wznosi się Castelsardo dostało się wpływowej rodzinie Doria z Genui.  Początkowo fortecę nazwano Castel Genovese (Zamek Genueński ). Okazała się twierdzą nie do zdobycia od samych początków swego istnienia. Okazała się też  jedną z najważniejszych twierdz sardyńskich. Na pocz. XIV w. Mariano, giudice królestwa Arborea ostrzegał króla aragońskiego, że nigdy nie będzie mógł zawładnąć Sardynią, jeśli wcześniej nie zdobędzie Castel Genovese, który pozostał w posiadaniu rodziny Doria aż do roku 1448, kiedy to wreszcie Aragończykom udało się go zdobyć (bardziej dyplomacją, niż w walce). Zmiana panującego pociągnęła za sobą zmianę nazwy na Castel Aragonese. Jeszcze w tym samym roku twierdza otrzymała zaszczytny tytuł "miasta królewskiego", z czym wiązały sie różnorakie przywileje. Doria nie mogli jednak przełknąć straty i w 1527 podpłynęli pod mury Castel Aragonese pod dowództwem admirała Anrdea Doria. (od strony lądu wspierały go siły francuskie). Po trzech dniach zażartych ataków niewile brakowało, by twierdza padła. Uratowała ja nagła burza, która zmusiła Andreę Doria do ucieczki. Jeszcze tego samego roku twierdza przetrwała inny atak: tym razem ze strony Turków. Do wieku XVIII miasto-twierdza dzieliło losy reszty wyspy, co oznaczało przede wszystkim kołowrót epidemii i głodu oraz stopniowe tracenie na znaczeniu. W roku 1720 Castel Aragonese przeszedł w ręce rodu Savoia, którego głowa, król Emanuel III dekretem zmienił jego nazwę na Castelsardo. 

dziedziniec zamku

Dziś Castelsardo żyje z turystyki, rolnictwa i rybołóstwa. W wąskich uliczki, biegnących równolegle do linii wybrzeża napotkamy liczne bary, restauracje, sklepiki. Kobiety na progach domów od wieków plotą kolorowe koszyki. Niegdyś służyły do przechowywania żywności, dziś służą do łatania dziur w domowym budżecie. Nie są tanie. Ale za to piękne. 

street

Potwierdzeniem wyjątkowego uroku miasteczka może być fakt, iż dostało się do finału konkursu na najpiękniejsze miasteczko Włoch. Konkurs, organizowany przez popularny włoski program telewizyjny poświęcony podróżom przyciąga przed ekrany telewizorów wielomilionową publiczność. 

Na zamku w Castelsardo znajduje się Muzeum Koszykarstwa, wstęp 2 euro. Wstęp do katedry Św. Antoniego (San Antonio Abate) jest darmowy, zejście do krypt kosztuje 4 euro (z przewodnikiem). Największym skarbem katedry są retable anonimowego malarza z XV wieku (być może pochodzenia aragońskiego) nazwanego Maestro di Castelsardo - na ołtarzu głównym można podziwiać scenę "Madonna na tronie", w kryptach trzy inne. 

 na zamku:

na placu zamkowym

wtorek, 10 lutego 2015

Wiadomo, kiedy się planuje wyjazd gdzieś "daleko, daleko" pomiędzy pytaniami praktycznymi - gdzie spać, jak się przemieszczać itp. - pojawia się też pytanie "co tam robić?" Dość łatwo na nie znaleźć odpowiedź przeglądając przewodniki, książki czy strony internetowe poświęcone danemu miejscu. Nie należy jednak zapominać o pytaniu przeciwnym: "czego robić nie należy, nie wypada", bo często ta wiedza może nam uratować, jeśli nie 4 litery (patrz kraje przede wszystkim tzw. arabskie), to przynajmniej honor i zaskarbić szacunek miejscowych.

plaża na wyspie Caprera

Sardynia nie leży na drugim krańcu kuli ziemskiej i, choć uznawana ciągle za dość archaiczną i odległą od Europy w sensie figuratywnym, wyspę, jest jednakowoż częścią Włoch, a te - mimo nie najlepszych wyników w wolności słowa i korupcji - należą jakby nie było do "pierwszego", cywilizowanego (sic!) świata. Stąd obowiązują tutaj ogólnie przyjęte normy tzw. dobrego zachowania (wychowania). Jest rzeczą oczywistą, że nie wolno śmiecić na plażach, ani w żadnych innych miejscach (jaki jest stan rzeczywisty za sprawą samych Sardyńczyków, to zupełnie inna historia!), nie wolno zbierać "na pamiątkę" piasku czy kamyków z plaż, ani zrywać roślin, bezwzględnie zabrania się rozpalania ognia czy biwakowania "na dziko" (przyznam się bez bicia: ja sama biwakowałam i to na terenie parku narodowego, zasadą nr 1 jest zachowanie dyskrecji i zostawienie miejsca czystym - tym nie mniej, proszę pamiętać, że ryzykuje się mandat), nie pluje się, nie wrzeszczy nocami (do północy można, w końcu Włosi prowadzą życie nocne) itd. Jeśli będziecie przestrzegać tych zasad dobrego współżycia, to zostawicie po sobie miłe wspomnienie. :)

Jeśli zaś chcecie zaprzyjaźnić się z tubylcami, być traktowani jak swoi, to polecam 10 złotych zasad.

Na Sardyni nie wolno:

1. Zaczynać i kończyć każdego zdania od "ajó"

Nawet jeśli powtórzycie sto razy w ciągu pięciominutowej konwersacji "ajó", nie znaczy to, że potraficie mówić po sardyńsku. Tubylcy zamiast wziąć was za sympatycznych, wezmą was za półgłupków. 

2. Odmawiać "kieliszka".

Zupełnie jak w Polsce: "Co!? Ze mną się nie napijesz?" Odmowa wspólnego napicia się fil'e ferru, mirto, wina lub innego trunku, zwłaszcza w Nuorese i Barbagii (czyli centralnej Sardyii), może spowodować poważną obrazę. Jeszcze niedawno za "TAKIE COŚ" można było dostać kulkę! (Spokojnie. Ze spluwami tu się już raczej nie przechadzają po ulicach, chyba że we czwartki i niedziele - święte dni polowań.)

3. Powtarzać Sardyńczykom: "Jakie macie szczęście, że mieszkacie na tej wspaniałej wyspie!"

To naprawdę co innego spędzić tu kilkanaście dni wakacji a mieszkać, żyć, starając się przeżyć. Zwłaszcza w kryzysie. Jakby nie było wielu Sardyńczyków z Sardynii ucieka. I nie bez powodu... Wskaźnik bezrobocia wśród młodych (15 - 24) w niektórycch regionach wyspy sięga 75%! "A te cudowne plaże?" "Jakie cudowne plaże?"

4. Być zarozumiałymi.

Może wam się wydawać, że przyjeżdżacie z bardziej cywilizowanego świata i jesteście mądrzejsi, ale wierzcie mi, Sardyńczycy, nawet ci "prości" pasterze mogą was zaskoczyć swą wiedzą i oczytaniem. To w końcu na Sardynii urodzili się i wychowali dwaj prezydenci Włoch (Antonio Segni oraz Francesco Cossiga) oraz Antonio Gramsci, nie wspominając o całej gamie bardzo aktywnych pisarzy (najsławniejsza pośród nich Grazia Deledda, laureatka Nagrody Nobla).

5. Kręcić nosem na piwo Ichnusa.

Nawet jeśli wydaje wam się nieciekawe cz zbyt lekkie nigdy nie wyrażajcie waszej opinii na głos! Pamiętajcie: sardyńskie piwo Ichnusa jest najlepszym piwem na świecie! (Na marginesie: Ichnusie z "sardyńskiego" ostała się tylko nazwa, od 1986 należy do Hainekena). 

6. Mówić: "coś bym przekąsił".

Na Sardynii "przekąska" może się niepostrzeżenie zamienić w kilkugodzinną ucztę i nikogo to nie dziwi. Dlatego też, kiedy wybierzecie się na obiad do jakiegoś gospodarstwa agroturystycznego, przeznaczcie nań przynajmniej 3 godziny.

7. Przejeżdżać przez stado owiec.

Jeśli zdarzy wam sie, że jadąc sobie spokojnie sardyńskimi drogami nagle za zakrętem natkniecie się na stado owiec, które bez pośpiechu becząc będzie wam szło naprzeciw, pod żadnym pozorem nie próbujcie przecisnąć się przez nie autem. Pasterzy, którzy owcom towarzyszą (zwykle zamykając pochód) takie zachowanie może rozzłościć i jeśli nie baty, to przynajmniej jakieś małe sardyńskie przekleństwo spadnie wam na głowę.

8. Wyzywać Sardyńczyka na pojedynek.

W sensie figuratywnym oczywiście. :) Uparci i trochę zazdrośni z natury Sardyńczycy nie znoszą, kiedy ktoś daje im do zrozumienia, że są gorsi. Przyjmą każde wyzwanie, co może się skończyć (tragi)komicznie!

9. Brać poważnie to, co wam mówi Sardyńczyk.

Sardyńczycy są wielbicielami ironii. Mogą coś opowiadać jak najbardziej poważnym tonem, a tymczasem drwić sobie z was. Odkrywszy złośliwość nie obrażajcie się, raczej odpłaćcie pięknym za nadobne, a znajdziecie uznanie w oczach tubylców. A potem wspólny śmiech i "kieliszeczek"!

10. Nie przywiązujcie się do Sardynii i Sardyńczyków.

Poważnie, bo dopadnie was nieuleczalna "Tęsknota za Sardynią". "Mal di Sardegna" jest oficjalnie rozpoznaną jednostką chorobową. Objawy: rozmarzony uśmiech, wzrok zagubiony w oddali, głośne, niekontrolowane westchnięcia, a przede wszystkim kombinowanie "jak by tam wrócić". Tak, tak. I wielu wróciło. Wraca i wróci. Czego każdemu życzę! :)

tłumaczenie z: sardegnaremix

 


10:55, polonia-sardynia , poradnik praktyczny
Link Komentarze (8) »
czwartek, 05 lutego 2015

Na Sardynii karnawał już się zaczął. Najhuczniejsze obchody jednak jeszcze przed nami. Komu więc zdarzy się być na Sardynii w okresie karnawałowego szaleństwa, niech tak zorganizuje sobie podróż, by trafić tam, gdzie jest najlepsza zabawa!

sartiglia

Każda miejscowość stara się zapewnić swoim mieszkańcom rozrywkę, lecz kilka, czy to z powodu długiej tradycji czy też oryginalności, znanych jest również poza granicami Sardynii. To właśnie tam najlepiej się udać. 

Oto lista:

Dobrej zabawy!

Tagi: tradycje
14:37, polonia-sardynia , tradycja
Link Komentarze (3) »
środa, 28 stycznia 2015

W pierwszej dziesiątce najlepszych restauracji na Sardynii wg Tripadvisor królują gospodarstwa agroturystyczne. I nie bez racji. Są one najodpowiedniejszym miejscem, gdzie posmakować prawdziwej kuchni sardyńskiej za nie aż takie duże pieniądze.

dania

Opłata jest stała i waha się od 28 do 50 euro za posiłek. Nie szukajcie menu, bo go nie znajdziecie. Je się to, co jest. A to co jest zależy od pory roku. Szanujące się gospodarstwa agroturystyczne, te prawdziwe, a nie podszywające się pod nie lokale, w których na stołach lądują hiszpańskie warzywa z supermarketu, wszystko produkują same. Np. Montiferru ma ponad 100 ha ziemi, na której gospodarze uprawiają dosłownie wszystko, co się da. Czasami można wybrać między menu "piccolo" (małe) i "grande" (duże). Czy zdecydujecie się na jedno czy drugie, przychodźcie porządnie wygłodniali. Zdarza się, że lunch zaczynający się o 13 skończycie o 18, a już minimum będziecie siedzieć przy stole ze dwie i pół - trzy godziny. To są uczty, których się nie zapomina. Najpierw na stół wjeżdżają zakąski (niektórzy w niektórych miejscach doliczyli się ich nawet 18!) i już po nich właściwie można by przestać. A tutaj jeszcze przynajmniej dwa pierwsze (ravioli, pasta), po nich tradycyjnie pieczony prosiak lub baranina, do tego ziemniaki, sałata, a na zakończenie deser. Po deserze obowiązkowo kawa i "amazza caffè" w postaci mirto lub limoncello (cudowne określenie na likier znaczące dosłownie "zabójca, pogromca kawy"). 

La Kustera:

la kustera

Niewątpliwą zaletą gospodarstw agroturystycznych jest, iż napoje (woda, wino domowe, kawa, likier) są wliczone w cenę, a gospodarze trunków raczej nie szczędzą. 

Wiekszość gospodarstw agroturystycznych serwuje menu mięsne. Jeśli jesteście wegetarianami, to warto uprzedzić gospodarzy, z pewnością będa mieli dla was smaczną alternatywę. Menu rybnego należy szukać w "ittiturismo" - gospodarstwach rybnych, które znajdują się w pobliżu zbiorników wodnych lub morza. W ogóle, nim się wybierzecie na sutą ucztę, zawsze lepiej zadzwonić, by się upewnić, że restauracja jest czynna i zamówić sobie stolik. Gospodarstwa agroturystyczne mają różne godziny otwarcia w zależności od pory roku i napływu potencjalnych klientów. 

A oto lista:

1. Agriturismo Montiferru, Scano di Montiferro (okolice Macomer), tel 0039 3335704060, cena restauracja 28 - 35 euro - najłatwiej jest dojechać z Macomer drogą SP43, która prowadzi do Santu Lussurgiu, po kilku kilometrach należy skręcić w prawo (jest dyskretny znak w brązowym kolorze, trzeba uważać, żeby nie przegapić)

2. Agriturismo Su Stai, Sanluri, GPS N 39.495646,  E 8.863027, B&B (32 euro noc/os.), prowadzą projekty edukacyjne dla szkół (np. "wychowaj owieczkę"), tel 0039 328 2814843, cena rest. 30 - 35 euro

3. Agriturismo Candela, Arzachena, z Arzachena drogą SP14 w stronę Luogosanto, po kilku kilometrach przy kierunkowskazie (Candela) skręcić w lewo w piaszczystą drogę;  B&B, tel. 0039 329 9660095, cena rest. 35 euro

4. Agriturismo Il Nuraghe, Muravera, GPS N 39.19054 E 9.31550, B&B 30 - 40 euro noc/os. rest. 30 - 35 euro

5. Agriturismo Calavrina, Bitti, GPS: N 40.5290695002, E 9.39881960707 B&B 35 euro noc/os., tel. 0784 413056, 0039 329 4310749, projekty edukacyjne dla szkół, menu dla wegetarian i osób na diecie bezglutenowej, cena rest. 30 - 35 euro

Ovile Bertarelli:

ovile

6. Ovile Bertarelli, Baunei (Altopiano di Golgo), z Baunei w stronę Altopiano Golgo, 3 km piaszczystej drogi, da się przejechać każdym samochodem, za małą opłata (5euro) można poprosić właścicieli o podwiezienie z Baunei, należy rezerwować. W 2013 Ovile* Bertarelli otrzymało I nagrodę UNESCO w corocznym konkursie dla przedsiębiorców za "wymowny przykład ochrony dziedzictwa kulturalnego, naturalnego i tożsamości regionalnej, który waloryzuje tradycyjne owczarstwo oraz stoi na straży niezwykłego piękna krajobrazu". tel. 0039 349 1446295, cena 28 euro, właścicielka jest tak miła, że zazwyczaj nie pobiera opłat od dzieci! 

7. Pescheria Il Delfino, via Fratelli Cervi 3, Sestu, sklep rybny i gastronomia, świeże ryby, owoce morza i gotowe pyszności na wynos, tel. 070 231 0054,  5 - 20 euro 

8. Agriturismo La Kustera, (Arzachena - Sant'Antonio di Gallura), pięknie o zachodzie słońca, tylko kolacje, od 20 30, konieczna rezerwacja, z drogi Arzachena - Sant'Antonio di Gallura SS427 skręcić przy małym niebieskim znaku (La Kustera), rest. 30 - 35 euro

9. La Fattoria** di Agostino Panzali, przy drodze SS 292, km 115,7 w Riola Sardo, tel. 0039 348 2100108, 30 - 35 euro

10. I Mille, wyspa Caprera (archipelag La Maddalena), bar kanapkowy w lasku sosnowym, 3,50 - 10 euro

Na koniec mała uwaga. Klasyfika Tripadvisor zmienia się z dnia na dzień, więc możliwe, że kiedy doń zajrzycie w pierwszej dziesiątce będą inne restauracje. Nie zmienia to fakty, że powyżej wymienione należą do najlepszych na Sardynii. 

* ovile - owczarnia, zagroda

** fattoria - gospodarstwo, farma

Tagi: kuchnia
20:06, polonia-sardynia , kuchnia
Link Komentarze (3) »
piątek, 16 stycznia 2015

Sardynia nie dorówna Brazylii, lecz karnawał obchodzi się tu hucznie na ile się da. Sardyńczycy mogą na pierwszy rzut oka wydawać się ponurzy (albo wręcz przeciwnie: radośni, co zależy przede wszystkim od tego, z którego regionu Sardynii pochodzą), ale jeśli nawet, to lubią i potrafią się bawić. 

karnawał

Na Sardynii karnawał zaczyna się umownie każdego roku 16/17 stycznia w wigilię i dzień Świętego Antoniego Opata. Wieczorem, 16 stycznia na głównych placach wsi i miasteczek Wyspy rozpala się ogniska. Nie tylko po to, żeby uczestnikom obchodów Świętego było cieplej - w końcu w styczniową noc ogień jak znalazł - ale przede wszystkim ze względu na ich symboliczne znaczenie. Wszak Święty Antoni Opat według mitu miał postąpić jak Prometeusz i ukradłszy  ogień diabłu udostępnić go ludziom. 

ogień

Korzenie święta są bez wątpliwości pogańskie, przedchrześcijańskie. Kościół - jak w przypadku większości świąt kościelnych - umiejętnie zastąpił niedopuszczalny kult (celebrowanie przejścia bóstwa i natury ze śmierci do życia) kultem oficjalnym. Dowody ukryte są między wierszami. W legendzie święty Antoni udaje się do piekła w towarzystwie małej świni. Ta była nie tylko atrybutem Demetry, bogini urodzaju i ogólnie płodności ziemi, ale w europejskim folklorze uosabia ducha zbóż. 

Ogień nie tylko się podziwia, ale przede wszystkim wokół niego tańczy. To również ma znaczenie symboliczne, z którego być może nie zdają sobie sprawy sami uczestnicy tańca, i odnosi sie do rytów dionizyskich. Człowiek podczas rytmicznego tańca i śpiewu miał tracić świadomość, kontrolę nad sobą, by móc wejść w kontakt z bóstwem. Poruszanie się w lewą stronę, kulejącym krokiem jest zarezerwowane dla powracająch ze świata umarłych i dla szamanów. W ten sposób poruszaja się Mamuthones i inne zamaskowane postaci sardyńskiego folkloru.

maska mamuthone

źródła: Simonetta Delussu, Doores Turchi "Maschere, miti e feste della Sardegna" 

środa, 14 stycznia 2015

Niewielu spośród turystów przyjeżdżających na Sardynię wie, że 24 tysiące hektarów ziemi na wyspie to permanentne poligony sił zbrojnych, na których "ćwiczą" żołnierze NATO. Te 24 tys. hektarów to 60% wszystkich poligonów włoskich. Powierzchnia dodatkowego "poligonu morskiego" przewyższa powierzchnię całej wyspy (ponad 24 tys. km2). 

morze

Nie będziemy teraz analizować przyczyn takiego stanu rzeczy, dość powiedzieć, że nareszcie Sardyńczycy "mają pełne jajka" (jak to się określa dosłownie i dość wulgarnie w języku włoskim w popularnym powiedzeniu), a co wykorzystano do gry słów w protestacyjnej serii zdjęć autorstwa Alec'a Cani zapraszającej do uczestniczenia w proteście. Na jednym z nich (poniżej) zamiast "ci avete rotto i coglioni" (czyt. colioni) (przepraszam za ten wulgaryzm!) napisano "ci avete rotto i colori" (czyli "zniszczyliście nam kolory"; w domyśle: naszej ziemi). Pod spodem, mniejszymi literami niedwuznaczne zaproszenie do zrzucania bomb "gdzie pieprz rośnie", a dokładniej, jak powiedziałaby moja mama, "na zadupiu świata". 

ci avete rotto

Sardyńczycy po raz pierwszy skrzyknęli się i stawili tłumnie (ok. 5 tys. osób) na protest na Capo Frasca* 13 września 2014. Akurat w czasie, gdy w sądzie w Lanusei odbywała się rozprawa przeciwko dowództwu Poligono interforze del Salto di Quirra, za zanieczyszczenie (zubożony uran oraz tor) całego obszaru, które spowodowało wzrost zachorowań na białaczkę wśród ludności (pasterzy) oraz częste i przedwczesne narodziny zdeformowanych makabrycznie płodów zwierząt hodowlanych (zwłaszcza owiec). Kontrargumenty, jak zazwyczaj w takich przypadkach, przypominają, jak mawiają Włosi, wspinaczkę po lustrze - jeśli ktoś zna włoski i ma ochote do zapraszam do artykułu. A jeśli ktoś jest zainteresowany tematem zanieczyszczenia środowiska wkutek działań zbrojnych, to zapraszam do przeczytania po polsku.

no guerra

 Mobilitacja anty-militarystów przyniosła długo oczekiwane rezultaty - latem 2015 r. zostanią otwarte dla publiczności 4, dotąd niedostępne plaże: s'Ortixeddu (nazywana przez lokalną ludność plażą Amerykanów), Porto Tramatzu oraz Spiaggie bianche w Teulada, Murtas w Villaputzu, a od 1 czerwca do 30 września zostaną wstrzymane ćwiczenia wojskowe. To pierwszy krok ku kompletnemu zlikwidowaniu poligonów na Sardynii (tak, są zapaleńcy, którzy w to wierzą!).

plaża

* na miejsce manifestacji wybrano Capo Frasca, gdyż właśnie na tym poligonie w 3 i 4 września 2014 po "ataku" niemieckich samolotów (nie pytajcie mnie jakich, bo w tej kwestii jestem kompletnym ignorantem) wybuchł pożar, który udało się ugasić z największą trudnością 

napisy na zdjęciach: 1. Bombowce? Nie, dziękuję. 3. Zabawa w wojnę? Nie na mojej ziemi. 4. Ja nie mogę wejść, czołgi tak. 

21:47, polonia-sardynia , inne
Link Dodaj komentarz »