| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
statystyka Artykuły Najlepsze Blogi
wtorek, 08 września 2015

 

"Autunno in Barbagia" tak się nazywa coroczna impreza organizowana w samym sercu Sardynii - Barbagii. Co weekend, od 4 września do 13 grudnia w 28 miejscowościach będzie można poznawać lokalne tradycje, brać udział w produkcji sera czy pieczeniu chleba, zaglądać do domów (również dosłownie), tańczyc, jeść, pić i się dobrze bawić.

manifest

Pomysł zrodził się w roku 1996 w Olienie , pod nazwą "cortes apertas" - "otwarte podwórza". Były one przystankami na mini-szlaku enogastronomicznym. Idea przyglądania się produkcji, a następnie smakowania i kupowania miejscowych wyrobów gastronomicznych natychmiast zdobyła popularność. Od roku 2001 organizację imprezy wraz z poszczególnymi gminami wzięła w swoje ręce sardyńska Izba Handlowa. "Jesień w Barbagii" stała się depozytariuszem autentycznych, nieskomercjalizowanych smaków. 

Oto lista miejscowości biorących udział w tegorocznej edycji:

 
i paesi e le date
niedziela, 02 sierpnia 2015

Komuś ktoś wybiera się na Sardynię i nie chce wydać fortuny polecam październikowe połączenie wyszukane przez fly4free: Warszawa Chopin - Paryż Beauvais - Alghero - Paryż Beauvais - Warszawa Modlin. Najniższa cena w obie strony 284 zł. Szczegóły tutaj

22:21, polonia-sardynia , poradnik praktyczny
Link Komentarze (1) »
czwartek, 23 lipca 2015

Nareszcie! Stało się! Popłynęliśmy. W stronę zachodzącego słońca.

w drodze

Korzystne koniugacje gwiazd, inne ekwinokcje i tym podobne cuda* sprawiły, że troskliwie hołubione od miesięcy marzenie pewnego wieczoru zaczęło się spełniać. Trasa wytyczona. Boa zarezerwowana. Kambuza i bak pełne. Takoż i nasze serca. W przeciwieństwie do żagli, bo wiatru brak. Ale nic to. Popłyniemy. Nawet na silniku. Tam, gdzie czeka przygoda.

campu perdu

Naszym celem jest L'Asinara - "Ośla" wyspa - odrostek Sardynii o powierzchni 52 km kwadratowych. Ziemia piękna i tragiczna, która powstała podobno kiedy Herkules ścisnąwszy w dłoni północno-zachodni rożek Sardynii oderwał go od wyspy-matki. Stąd Herculis Insula, jak ją nazywali Rzymianie, przechrzczona później na Sinuaria - kręta, wijąca się. 

osiołki albinosy

Dzisiejsza nazwa jest prawdopodobnie znikształceniem poprzedniej, choć jednocześnie tak ładnie tłumaczy obecność osiołków-albinosów (asini). Można je spotkać wszędzie. Nie trzeba ich specjalnie szukać. Niewysokie, smutne i zaniedbane robią raczej przygnębiające wrażenie. Pierwsze spotykamy tuż za molo przy Cala Reale, gdzie codziennie około 10 rano dobija prom z Porto Torres, gdzie znajduje się centrum infomacji turystycznej, gdzie można wynająć rowery (15 euro/dzień) lub elektryczne auta (70 euro/2 os., 100 euro/4 os.), gdzie serwują dobrą kawę w (jedynym) barze (nie dla rannych ptaszków, bar otwiera swe podwoje dopiero po przypłynięciu promu, ok. 10) i gdzie w restauracji (obok baru) za 10 euro** można zjeść najsmaczniejszą na świecie sałatkę z ośmiornicy (tylko jeśli wam nie spieszno, bo jej przygotowanie zajmuje ponad godzinę!). 

na pokładzie

Po konsultacji, naradzie i tęsknym wypatrywaniu ziemi obiecanej "lądujemy" używając naszego niezawodnego nadmuchiwanego kajaku Sevylor. Nastolatki decydują się na eksplorację wybrzeża, my, młodsi i starsi, na kąpiel w kryształowo przezroczystej wodzie i podpatrywanie morskiej fauny, której niezakłóconą egzystencję od 1997 roku zapewnia status Parku Nardowego. Wyłącznie sześć rybackich łodzi ma pozwolenie na ograniczony połów - to z nich pochodziła nasza przepyszna ośmiornica!

kąpiel

Gdy wreszcie wieczorem temperatura powietrza spada poniżej 30 st można się wybrać na przechadzkę. Idziemy do oddalonego o jakieś dwa kilometry od Cala Reale ossarium, w którym spoczywają śmiertelne resztki niektórych spośród 5 tysięcy austro-habsbusrkich jeńców wojennych przetrzymywanych na wyspie przez kilka miesięcy od końca 1915 roku, ofiar tyfusu, cholery, malarii oraz gruźlicy. 

ossarium

Noc kołysze nas na falach. Jest połowa lipca. Jesteśmy jedynym jachtem przy boi. Niesamowite! Antonello z "Marina Turritana"w Porto Torres, gdzie zamawia się boę (3 euro/metr łodzi) zapewnia nas, iż wyłącznie w sierpniu Asinara jest zatłoczona. W pozostałe miesiące roku żyje swoim niespiesznym odwiecznym rytmem. 

dopływamy

Rankiem nie spieszymy się. Czekamy aż zawieje. Stawiamy żagle i halsem przemieszczamy się na północ, do Cala Oliva, gdzie w latach 70-tych i 90-tych XX w. istniały więzienie o zaostrzonym rygorze. Z sardyńskiego Alcatraz udało się zbiec tylko dwójce przestępców, ktorym pomogła żona jednego z nich. Od 1992 zaczęto tu osadzać również bosów mafijnych. 

cala oliva

W opuszczonym miasteczku rządzą słońce i mistral.  Włóczymy się po cichych uliczkach szkając Antonllo. Trzeba załacić za boę. Znajdujemy go w jakimś zaułku. Zaprasza nas na "apperitivo", przedobiednią zakąskę. Ale nie do baru. Na werandę do jedynego stałego mieszkańca wyspy - rzeźbiarza Enrico Mereu.*** Już jest tam kilkoro innych żeglarzy. Próbują białe wino. Przyłączamy się.

weranda

Przypadamy chyba Enrico do gustu, bo po kilku kieliszkach zabiera nas swoim jeeponem do więzienia, gdzie wystawia swoje rzeźby. Przy rozstaniu obiecujemy szybki powrót do jego "królestwa".

 panorama

Na pokładzie głodne nastolatki spałaszowawszy muesli z mlekiem pospały sięe na słońcu. "Drogę zgubiliście"? - pytają nas bez cienia wyrzutu. "Znaleźliśmy"! - odpowiadamy ciągle podekscytowani winem i spotkaniem z artystą.

więzienie

Z Cala Oliva przemieszczamy się do turkusowej zatoczki, gdzie wieczorem wykorzystujemy czas na czyszczenie kadłuba. 

robota

A następnego dnia rano, gdy odpływamy... spotkanie, na które czeka każdy żeglarz: delfiny!

delfiny

* patrz Turnau ** proszę pamiętać, że we wszystkich włoskich restauracjach do ceny zamówienia dolicza się tzw. "coperto" czyli "nakrycie", zwykle w wysokości 2 euro/os. *** historia Enrico zasługuje na osobny wpis

12:46, polonia-sardynia , inne
Link Komentarze (4) »
wtorek, 26 maja 2015

Pisałam już o tym, czego na Sardynii robić nie należy, więc czas najwyższy na to, co zrobić trzeba:

1. Wykąpać się.

W morzu - rzecz jasnai! Wiem, że to banał i oczywistość, bo większość turystów właśnie z tego powodu na Sardynię przyjeżdża, ale muszę to podkreślić: morze u wybrzeży Sardynii w niektórych miejscach  jest przezroczyste i turkusowe jak nigdzie indziej na świecie. Zaplanujcie dzień na jednej z najpiękniejszych lub najbardziej karaibskich plaż.

2. Spóbować sportów wodnych.

Oczywiście, że można pływać kajakiem nawet po Brdzie czy innym brudzie, lecz pływanie nad trzydziestoma i więcej metrami błękitu, w którym baraszkują delfiny, to naprawdę zupełnie różne doświadczenie. Ponieważ na Sardynii wieje przez jakieś 300 dni w roku, to logicznie najbardziej popularne są tu sporty wodne z wiatrem związane: żeglowanie, wind i kitesurfing.

3. Zatrzymać się i przyjrzeć... życiu.

Tak jak to robią starzy Sardyńczycy. W miastach rzadsze, w wioskach nagminne: wysiadywanie na progach domów lub przed barami. Wielogodzinna medytacja z piwem w kuflu lub winem w kieliszku może w zaskakujący sosób zmienić wasze postrzegania świata. Spróbujcie zwłaszcza, jeśli jesteście zestresowani - przewartościowanie priorytetów murowane!

5. Jadąc przez środkową Sardynię wyłączyć GPS.

Tak, wiem, rozumiem. "A co będzie, gdy się zgubimy?" Właśnie o to chodzi!

6. Przejść się dnem kanionu Gorropu.

Gola di Gorropu jest jednym z najgłębszych kanionów w Europie. I nawet jeśli porównanie jego 500 metrów do 1300 metrów kanionu Tara River stawia go w raczej mdłym świetle, to i tak, wierzcie mi, robi wrażenie.

7. Zjeść obiad z pasterzami lub w agriturismo.

Jeśli nie macie znajomych Sardyńczyków, którzy by was ugościli i jakoś, mimo waszej sympatii, nikt was nie zaprasza do siebie na obiad, wykupcie sobie wycieczkę w górach z obiadem u pasterzy (pasterze są autentyczni, jedzenie też; jedyna uwaga: nie myślcie, że tak się jada na Sardynii codziennie!) lub zjedzcie w gospodarstwie agroturystycznym (w niektórych właściciele miast bawić się w ich uprawianie kupują owoce i warzywa w supermarkecie, ale to raczej rzadkie - w wyborze może pomóc Tripadvisor). Przy okazji takiego obiadu nie zapomnijcie posmakować Cannonau, mirto, bottargę i seadas. Nie sądzę, by bez zaprzyjaźnienia się z Sardyńczykami udało wam się posmakować "ser z robakami" - delikates casu marzu, bo jegoprodukcja jest właściwie zakazana. Uwaga: w agriturismo obiady zaczynaja się zawsze o 13 00, kolacje zwykle o 20 00.

8. Zwiedzić jedną z 3310 grot.

 Przynajmniej tyle sardyńskich grot jest jak na razie wpisanych do włoskiej bazy grot. Trudno powiedzieć, która jest najpiękniejsza. Ja obstawiam Is Zuddas w Sulcis-Iglesiente niedaleko miasteczka Santadi.

10. Pojeździć na nartach.

Ależ ja wcale nie żartuję! Na Sardynii jest 1, słownie: jeden, wyciąg i trzy trasy zjazdowe. W górach Gennargentu, na zboczach Bruncu Spina. Tylko, że... jeśli na narty, to nici z kąpieli w morzu. Woda w lutym, marcu "troszkę" jedna za zimna.

11. Zobaczyć "Sartiglię" w Oristano.

Jeśli nie zdarzy wam się być na Sardynii podczas Karnawału (Sartiglia, jak i większość tego typu "imprez" ma miejsce podczas karnawału), to może przynajmniej traficie na jakieś letnie gościnne występy w nadmorskich kurortach. 

12. Zobaczyć jeden z nuragów.

 Największa tajemnica Sardynii. Wbrew pozorom nie wyjaśniona. Moimi ulubionymi nuragami są: Losa i Arrubiu. Pierwszy bardzo łatwo dostępny, przy drodze SS 131, drugi w znacznie bardziej interesujących okolicznościach przyrody niedaleko wsi Orroli.

13.  Zwiedzić winiarnię i  posmakować sardyńskie wino.

Producentów wina na Sardynii się nie zliczy, bo ambicją każdego Sardyńczyka jest produkowanie WŁASNEGO wina, nawet jeśli ma smak nieświeżych skarpetek. Z winiarni, które mają zezwolenie na sprzedaż polecam: Surrau, Ledda D'Ittiri oraz Santadi. W ostatniej gościł Marek Kondrat. W związku z czym.... sardyńskie wino można kupić w Polsce!

 Hmm.... wyszło mi 13. To i tak mało. Powinno być przynajmniej 100!

Wszelkie pytania dotyczące Sardynii oraz wycieczek po wyspie proszę kierować na adres: polonia-sardynia@gazeta.pl

niedziela, 17 maja 2015

"Monumenti Aperti" czyli coroczna akcja "Zabytki Otwarte" trwa.

 

Jeszcze dzisiaj oraz w kolejne dwa weekendy maja w wybranych miejscach będzie można za darmo zwiedzać zabytki, również takie, które normalnie nie są otwarte dla publiczności. Jeśli ktoś akurat będzie na Sadynii, to gorąco polecam.

alghero bastiony

Oto lista:

16/17 05: Alghero, Calasetta, Capoterra, Iglesias, Marrubiu, Padria, Porto Torres, Portoscuso, Sant'Antioco, Sennori, Serramanna, Siddi Tortoli-Arbatax, Uras, Villacidro, Villanovafranca.

23/24 05: Bitti, Bosa, Dolianova, Gonnesa, Monserrato, Olbia, Pula, Quartu Sant'Elena, Quartucciu, San Giovanni Suergiu, Soleminis, Telti, Teulada.

30/31 05: Buggeru, Carloforte, Cuglieri, Fluinimaggiore, Ozieri, Selargius, Serdiana.

Na stronie "Monumenti Aperti" kompletna lista zabytków.

czwartek, 07 maja 2015

Na wakacjach świetnie było, ale się skończyło...

Wracamy do twardej, sardyńskiej rzeczywistości. ;)

Nim odgruzuję moją skrzynkę z maili od Was i napiszę coś w blogu własnoręcznie, zachęcam, by zajrzeć do bloga Italia Poza Szlakiem, na którym Pan Magda w błyskawicznej akcji międzyblogowej umieściła promujące Italię wpisy blogerek na stałe tam mieszkających. Też tam byłam, miód i wino piłam....

23:57, polonia-sardynia , inne
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 kwietnia 2015

Drodzy Czytelnicy,

nareszcie wakacje! Nie będzie mnie do 06 maja. Proszę o wyrozumiałość, jeśli nie będę odpowiadać na maile.

autorka

11:34, polonia-sardynia
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 kwietnia 2015

Dzisiaj wpis praktyczny spowodowany zapytaniami coraz większej liczby czytelników o archipelag La Maddalena - rozrzuconą między Sardynią i Korsyką garścią wysepek. Podobno jest ich aż sześćdziesiąt dwie, z których siedem największych oferuje spektakularne plaże i zatoczki.

Cala Conneri, Spargi:

cala

Archipelag La Madalena to nic innego, jak pozostałości po lądzie, który kiedyś łączył Sardynię z Korsyką w jednolit nazywany szumnie Kontynentem Tyrreńskim, a który po ostatnim zlodowaceniu (a raczej lodów się rozpuszczeniu) został zalany - szczyty górskiego łąńcucha, zamieniwszy się w wyspy, sterczą dziś fantastycznymi granitowymi formami z turkusowej wody.

W 1996 teren archipelagu (plus kilka wysp na południe od niego, np. Mortorio, Nibari etc.) objęto ochroną ustanawiając Park Narodowy. Wymagała tego delikatna równowaga ekosystemów zagrożonych wzrastającą liczbą niezdyscyplinowanych turystów.

"Stolicą" archipelagu jest  miasteczko La Maddalena, do którego dopływa sie promem z Palau. To najtańszy sposób, żeby sie tam dostać. (No chyba, że wpław!)

Budelli, tzw. baseny (piscine)

piscine

Promy kursują co pół godz, a w wysokim sezonie nawet co 15 min. Przykładowo koszt w dwie strony: za pasażera pieszego ok. 11 - 14 euro; Delcomar 4 dorosłych + auto 55 euro; Maddalena Ferry 3 dorosłych + 2 dzieci + auto 96 euro. Warto zapytać o cenę w kasach różnych przewoźników (Delcomar, Saremar, Maddalena Ferry), gdyż różnice mogą być naprawdę znaczne. I ważna rzecz: kupujcie bilety w kasie, nawet jeśli ucieknie Wam sprzed nosa prom -  nie dajcie się naciągnąć "dyspozytorom" ruchu w porcie, którzy będą Was zaganiać do promu nawet jeśli nie macie biletu. Wezmą od Was dowód tożsamości, po który musicie potem udać się w okolice baru i tam zapłacicie za bilet. (Tak było z Maddalena Ferry, który jest nowym przewoxnikiem, obsługują trasę chyba od 2012). Oczywiście MUSICIE zapłacić, bo wszak już płyniecie; stąd przesadzone ceny. Najczęściej najtańszy jest Saremar. (Ja wiem, że to dziwinie brzmi, ale we Włoszech nigdy nic pewnego!)

"Parking" przy Budelli:

lodzie


Samo miasteczko jest niewielkie, centrum to jedna uliczka ze sklepami, a za nią kilka zaułków, ciekawych dla fotografów. Nieco dalej duży plac Piazza Umberto I.  Mnóstwo barów i restauracji. Ja jadłam w L'Olimpo przy via Principe Amedeo (poza cenrum), obiad - zawsze o 13 00 - menu turistico za 15 euro. Tam warto jeść owoce morza i ryby, nie mięso. Było nieźle i przede wszystkim niedrogo, bo większość miejsc jest droższa. Najlepiej, to sprawdzić na tripadvisor. Bardziej niż zabytki (do zwiedzenia kościół Santa Maria Maddalena i przylegające doń muzeum sztuki sakralnej - Museo Diocesano - wstęp 2 euro), do zobaczenia przyroda i morze. Jeśli jest się pozbawionym auta, to można:


1. Objechać wyspę autobusem za 1 lub 1,50 euro chyba (można sobie wysiąść przy jakiejś plaży, potem wsiąść do następnego i pojechac dalej) tutaj rozkład i tutaj.
2. wypożyczyć rower i objechac rowerem; np. tutaj i tutaj. Nie piszą ile kosztuje, ale normalnie za pół dnia ok. 15 euro.
3. wykupić wycieczkę autobusem panoramicznym (10 euro/os)

plaża Relitto (relikt):

plaża relikt
4. wykupić wycieczkę statkiem (wypływają z Palau) - ok. 35-40 euro/os, zwykle w godz. 10 00 - 17 30 i wtedy płynie się na inne wyspy (Spargi, Budelli, Santa Maria - zależy od linii). Przewoźnicy np: tutaj, tutaj i tutaj.
Opcja rowerowa pozwala na pojechanie na wyspę La Caprera - warto! (Jak ktoś się uprze to można dojść pieszo - ok. 6 km w jedną stronę przez mostek Passo della Moneta) - tam do zwiedzenia muzeum Giuseppe Garibaldiego, wstęp 6 euro (narodowego bohatera Włoch - coś jak nasz Kościuszko), no i plaże jeszcze piękniejsze, niż na La Maddalena (np. Spiaggia Relitti, Cala Coticcio )



niedziela, 05 kwietnia 2015

Wszystkim czytelnikom sardyńskiego bloga składam życzenia radosnych i spokojnych Świąt Wielkanocnych oraz... szybkiego przyjazdu na Sardynię!

procesja palmowa

tradycyjny sardyński chleb wielkanocny

pierwsze zdjęcie stąd, drugie zdjęcie: Andrea Concas, zrobione w muzeum Pane Rituale w Borore

11:41, polonia-sardynia , inne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 kwietnia 2015

Wielki Tydzień po sardyńsku to Chida Santa. Jego obchody zaczynają się w Niedzielę Palmową. Procesje z palmami (sas Prammas), znane również u nas, nie wyróżniają się niczym niezwykłym. Do powszechnej tradycji należy też przyozdabianie grobu Jezusa (sos Sepurcros) w świątyniach czy poranna procesja wielkanocna (s'Incontru). O wiele ciekawsze, różne dla różnych miejscowości i często wręcz teatralne, są procesja Misteri - procesja z użyciem symbolicznych emblematów pasji Chrystusa - raprezentacje drogi krzyżowej, śmierci czy zdjęcia z krzyża. O ich charakterze decydują poszczególne confraternita czyli bractwa.

lunissanti

Najbardziej widowiskowe (i najbardziej rozreklamowane) uroczystości odbywają się w Cagliari, Alghero, Iglesias i Castelsardo.

lunissanti

Nam udało się wreszcie po kilku latach nieobecności pojechać na obchody Lunissanti (Wielkiego Poniedziałku) do Castelsardo. To święto naprawdę wyjątkowe. Zaczyna się rankiem w kaplicy kościoła Santa Maria w Castelsardo, gdzie celebruje się uroczystą mszę, której uczestnikami są głównie członkowie bractwa Św. Krzyża, spadkobiercy wielowiekowej tradycji kultywowanej przez Benedyktynów z Tergu, niewielkiej miejscowości leżącej niecałe dziesięć kilometrów od nadmorskiej fortecy. 

kościół w tergu

Po mszy z kościoła Santa Maria wychodzi procesja, w której poza wiernymi (tylko świeccy!), uczestniczą ubrani w białe tuniki bractwa, jej najważniejsi protagoniści: gli apostuli oraz li cantori. Pierwsi niosą emblematy męki Chrystusa, drudzy, podzieleni na trzy czterogłosowe/czteroosobowe chóry, towarzyszą im śpiewem. Ich celem jest kościół Nostra Signora di Tergu (Naszej Pani z Tergu). Niegdyś należał do klasztoru Benedyktynów, którzy kierowali życiem religijnym, socjalnym i kulturalnym ludności zamieszkującej te tereny. Pochodzący z XI w. kościół zachował się prawie niezmieniony; zbudowny z czerwonego trachitu z wapiennymi ozdobami jest  wspaniałym przykładem tak popularnej na Sardynii architektury romańskiej (powyżej). 

lnissanti

Procesja jest powolna, trwa kilka godzin. Każdy śpiew jednego z trzech chórów (lu Miserere, lu Stabat, lu Jesu) jest okazją do zatrzymania się. Po dotarciu do Tergu, emblematy męki pańskiej  umieszcza się przed głównym ołtarzem w kolejności ich przybycia, chóry śpiewają, a wierni przyjmują sakramenty. Ok. 13 wszyscy wychodzą na teren przykościelny, gdzie wspólnie zjadają piknik. To moment nie tylko relaksu i zaspokojenia głodu, lecz przede wszystkim celebracja nadchodzącej wiosny. W ten przedziwny sposób ryty chrześcijańskie łączą się z pogańskimi; wywyższanie męki i cierpienia, ofiary z własnego życia współistnieje bez żadnego zgrzytu z owego życia celebrowaniem, z zabawą i radością płynącą z "przyziemnych" przyjemności: jedzenia, picia wina, wspólnego przebywania. 

lunissanti

Po południu procesja w taki sam sposób wraca do Castelsardo. Nim dotrze do kościoła Santa Maria,  o zmroku, przemierza wąskie uliczki wiszącego na urwistej skale miasteczka. Światła zostają zgaszone. Ciemności rozświetlają tylko wątłe płomyki świec i niesione przez uczestników procesji lampiony. Wąż procesji przemyka między rzędami wiernych, gapiów i turystów. Co kilka minut przystanek na archaiczny, niezwykły śpiew przekazywany ustnie z pokolenia na pokolenie.

Gdyby nie flasze aparatów fotograficznych i ekrany smartfonów można by pomyśleć, że się trafiło do średniowiecza... 

lunissanti

17:26, polonia-sardynia , tradycja
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 33